czwartek, 5 lutego 2015

Skarpety, które uratowały debiut w maratonie - Compressport ProRacing V2.

Marzec 2014 roku. Wybieram się na spokojne niedzielne wybieganie. Szósty kilometr. Bach! Zabolało, bardzo, jakoś dokuśtykałam do domu.
Ratowanie się wszelkimi możliwymi sposobami. Przerwa, maści, rozciąganie, tejpowanie.
Kolejny spokojny trening po tygodniu. Nie jest źle, ale dobrze też nie. Za trzy tygodnie maraton. Tyle pracy włożone, tyle potu wylane.
Odwiedzam sklep biegowy. Za radą kupuję skarpety Compressport ProRacing V2.
I od tego momentu, mówimy o innym bieganiu.

Wychodzę na trening, z ogromną nadzieją, że skarpety, które jak na razie skompresowały mój portfel, okażą się istnym cudem i stopa nawet nie jęknie. A jak to wszystko wygląda w rzeczywistości ?


Moje stopy są przyjemnie ‘ściśnięte’. Skarpety okazały się lekkie, prawie niewyczuwalne, a dodatkowo dzięki kropeczkom 3D.Dots odnoszę wrażenie masażu stóp.
Idealnie nadają się na letnie jak i zimowe wojaże. Biegając w temperaturze bliskiej trzydziestu stopni nawet nie poczułam, że stopy płoną z gorąca. Podobnie podczas biegania w śniegu po kostki i przemoczeniu butów, nie odczuwam żadnego przemarznięcia. Jak widać odprowadzenie wilgoci i termoregulacja istnieje, a producent nie oszukuje.
Na wszelkich mazi leśnych treningach, podbiegach czy nawet interwałach, moje stopy ‘siedzą’ mocno w bucie, a Achilles jest dobrze stabilizowany. Ma to dla mnie bardzo istotne znaczenie, gdyż często wybieram się pobiegać poza miasto, a wiadomo jak łatwo w nierównym terenie o skręcenie.
Dodatkowo niezbyt przyjemne było pojawianie się pęcherzy, (szczególnie) po dłuższych wybieganiach. Mam bardzo szeroką stopę, ale nawet dwadzieścia parę kilometrów robi swoje. Socks’y pozwoliły wyeliminować ten problem w 90%.


Nadszedł ten dzień 13 kwietnia 2014 i ich pierwszy poważny test. Miały wspierać moje stopy przez ponad czterdzieści kilometrów. Maraton ukończony bez bólu, z uśmiechem, a co najważniejsze – stopy, które powinny kwiczeć po takim dystansie, były w bardzo dobrej kondycji.

Aktualnie socks’y biorę na dłuższe wybiegania, interwały, a czasem nawet na luźny trening. Komfortowe bieganie jest warte każdej ceny.
Jeśli nadal nie wierzysz w kompresję, masz dwa wyjścia – olać to albo kupić skarpety i przetestować tak jak ja.
Osobiście polecam wariant nr 2 - myślę, że nie pożałujesz!

Enjoy!

4 komentarze:

  1. O! A ja się zawsze zastanawiam jak działają takie dłuższe, obejmujące łydkę jeszcze.. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie zamierzam teraz kupić albo same opaski na łydkę. Także możemy zobaczyć obie :D

      Usuń
  2. Od maratonu minęło zatem wiele czasu, czy możesz uaktualnić ten post lub napisać jakieś nowe wnioski?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cały opis między jednym zdjęciem a drugim mówi o spostrzeżeniach dokonanych przed prawie cały rok użytkowania.
      Niżej tez napisałam, że aktualnie biegam w nich prawie zawsze i przy każdym rodzaju - interwały, wybiegania.
      Szczerze polecam, bo moje stópki odżyły i osobiście nie odczuwam zmęczenia nawet przy wybieganiu w lesie :) Jeśli masz jakieś pytania pisz śmiało. :)

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.